J. Korwin- Mikke. „Systemowe” ocieplanie wizerunku guru Konfederacji.
/ j.k. , niepoprawni.pl , 2020.03.30 /
A cóż to mi się pokazało dzisiaj w telefonie ? Obserwuję to od lat. W rożnych miejscach. Wirtualna Polska, data wczorajsza, dział… Kobieta. „Janusz Korwin-Mikke na wycieczce rowerowej. Odpoczywa po nocnym głosowaniu”. :):)
/ Nie wiem jak teraz, ale jak czytałem swego czasu, w zarządzie WP był syn Wejcherta, tak tego Wejcherta, TW „Konarski”, co zakładał i był współwłaścicielem TVN /.
Wiadomo, dostało mu się cokolwiek ostatnimi dniami. Także od …. wyznawców Bosaka i Winnickiego, przekonują, że „tak właściwie, to oni, narodowcy, prawie nie mają już z nim nic wspólnego” :):). Zaglądam do laptopa Najpierw duże zdjęcie JKM, najlepsze z najlepszych, jak z żurnala, maksymalna elegancja, czarny przyodziewek, nieskazitelnie biała koszula, muszka, nobliwy wyraz twarzy, siwizna, przystojny starszy pan. Ale, żeby nie było że za stary. To mężczyzna „na chodzie”. Więc niżej drugie zdjęcie, na rowerze, w czapeczce, znaczy się „w formie”.
Pamiętam, przed ostatnimi wyborami, na niektórych, wiodących portalach istny festiwal tej postaci. Każdy pretekst dobry. Z młodą żoną i dziatwą nad morzem, innym razem nad rzeczką pod Warszawą, dużo wywiadów z żoną i matką dzieci, opowiadania o ich wspólnym życiu, jaki męski i wspaniały. Warszawa , wiodące media warszawskie o wiadomych właścicielskich powiązaniach, dbają o jego wizerunek.
2019r. Ogłoszenie wyników wyborów. „Konfederacja” wchodzi do Sejmu. Sala zaczyna skandować Korwin! Korwin! Jest internecie, nie chce mi się szukać.
Pamiętam, jak w latach 90-tych zapaliło mi się światełko. Jeszcze nie wtedy, gdy ONI załatwili rząd Olszewskiego. Choć pewne koncepcje, związane z wystąpieniem JKM z mównicy sejmowej , co było zapalnikiem ataku, być może „spaleniem” tematu, wydają mi się prawdopodobne.
Od początku lat 90-tych byłem przedstawicielem handlowym, utrzymywałem kontakty z setkami ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Nie znali moich poglądów a ja nie znałem ich. Większość to byli prawdziwi pasjonaci i ludzie utalentowani, mieli dar, obserwowałem ich postępy i kryzysy, rozmawialiśmy, wiedziałem i widziałem jak startowali często od jednego baraczku, sklepiku czy budki.
Niektórzy odpadli, niektórzy pięknie się rozwinęli, mieli umiejętności, pasję i potrzebną dozę szczęścia. Ale po kilku latach zastanawiało mnie, że wszyscy ci co byli spokojni i wykalkulowani, dobrze prosperujący, a których miałem powód podejrzewać, że „nie startowali od zera”, /np. jakiś eksport do Rosji, specyficzne kontakty, byłem wyczulony/, z akceptacją i sympatią wypowiadali się o JKM. „Wolny rynek”, „wolna gospodarka” wydawały się wtedy tematem neutralnym.
Zrozumiałem to później, gdy czasami trafiałem na dziwne wypowiedzi JKM, byłem młody i naiwny, też lubiłem pojęcie „wolny rynek”, że np. „nic nie szkodzi, że komuniści się uwłaszczyli, nie ma co robić z tego problemu. Jak będą źle, nieumiejętnie prowadzić działalność gospodarczą, to padną i zastąpią ich inni, wolny rynek to wyreguluje” Coś tak, cytuję z pamięci, ale w stosach papieru mam. :):):). To coś jak „sądy się same oczyszczą” prof. Strzembosza. Oooo… takie teksty, po tym co już wiedziałem, kazały mi przyglądać się i jemu i niektórym postaciom z jego otoczenia uważnie.
I trochę przyglądałem się. Już przedtem tekst jednego ze znaczniejszych członków UPR z Warszawy, wydawał mi się kuriozalny. Gdy przemyt setek i tysięcy ciężarówek ze spirytusem na granicach, wlewał się do Polski, powstawały ogromne fortuny, asekurowane jak się okazało/nieokazało przez ówczesnych urzędników Ministerstwa Finansów /, a na zachodniej granicy, w pewnej miejscowości w połowie lat 90-tych, zobaczyłem osiedle zamieszkałe przez nie najlepiej wynagradzanych, budżetowych celników, gdzie… wille z kolumnami stały jedna przy drugiej. / A kredytów budowlanych banki jeszcze nie dawały, dopiero kilka lat później / :):).
Więc chociaż czasami lubię posłuchać wygłaszanych ze swadą felietonów S. Michalkiewicza, lubię dowcipne teksty, od 20-tu przeszło lat ani trochę temu towarzystwu nie wierzę. I wcale nie zdziwiło mnie, że kiedyś JKM okazał się, kilka lat temu, … najbogatszym polskim posłem do Europarlamentu, a konkurencję miał dużą, PO i PSL chyba. A przecież i poprzednie małżonki i starszą już dziatwę na pewno w biedzie nie zostawił, jako honorowy, „konserwatywny” mężczyzna. Okazuje się, że na gadaniu i pisaniu bajek dla młodzieży licealnej i wczesnostudenckiej można się w Polsce dorobić. :):) . Można? Można. I kto powiedział, że „wolny rynek” nie jest systemem wielkich szans :):) A o „konserwatyzmie”, JKM to już w innym tekście. Bo czasami można odnieść wrażenie, że jedynym „konserwatywnym” elementem tej postaci, jest tradycyjna muszka pod szyją. Jak Matka Boska w klapie Wałęsy.
